moja niewyczerpana oda do radosci
Jestem Tu juz 8 miesiac. To prawie jak ciaza pozamaciczna. Moja zaplodniona komorka jajowa zagniezdza sie poza jama macicy. szara naga jama. szara naga jama. sza-ra-na-ga-ja-ma. szaranagajama. Moj plod zaczyna rosnac i ciagle nie wiem, kiedy dojdzie do rozerwania tkanek i naczyn. Ciagla niepewnosc, co do podjetych decyzji, ktore jeszcze, gdyby tylko sie chcialo, mozna odwrocic. “Przeciez moge wrocic Tam i nadal studiowac. To tylko dziekanki.” – podpowiada umysl, ale serce chce inaczej. Serce rwie sie do zostania Tutaj i szukania siebie na obcym kontynencie. “Czy ty naprawde nie mozesz usiedziec spokojnie i tak jak wszyscy skonczyc studia , a nie zaczynac ciagle nowe kierunki” – slowa taty grzmia w tle. “Kochanie pamietaj, ze zawsze beda z Toba niewiadomo, co by sie stalo. Zawsze mozesz przyjsc do mnie i porozmawiac. Nawet jakbys byla w ciazy. Pamietaj, ze Cie kocham i zawsze pozostaniesz coreczka tatusia, ale prosze cie zdecyduj sie wreszcie, co chcesz w zyciu robic, bo nawet nie odwrocicz sie, a zycie przeleci Ci pomiedzy palcami.” No wlasnie, pomiedzy palcami. “Tato, ale Mama jest za, naprawde, w koncu to szansa dla mnie, moge tu jeszcze byc przez ponad dwa lata. Zrobie transfer z uniwersytetu na tutejsza uczelnie. Tato, ja chce cos robic z filmem, fotografia…
Żadnych komentarzy.
Zostaw odpowiedź